O matko, jak dawno tu nie pisałam.
W sumie bardzo dużo się wydarzyło.
Od koncertu przez cały grudzień miałam okropny nastrój.
Dosłownie najgorszy od wielu lat.
Nie mogłam pisać, tworzyć, nawet myśleć o swoim smutku.
Nie mogłam mówić o nim głośno.
Nic nie pomagało:
ignorowanie, wkurwienie, używki, sztuka, muzyka.
Nic.
Tylko krew i fikcja.
Osiągnęłam apogeum zmęczenia.
Nie byłam w stanie nawet robić lekcji.
Przychodziłam do domu i beczałam godzinami.
Zupełnie jak w gimnazjum.
Nie było słów, by opisać tragedię, jaką czułam.
Do tego jeszcze jazdy autem.
Na osiemnastce M. przelizałam się z jej bratem jak szmata.
Z jednej strony czułam upokorzenie,
a z drugiej było mi wszystko jedno.
Uciekłam z sali.
Potem gadałam z M.
O jej zakochaniu we mnie.
Powiedziała, że już jej przeszło.
A ja powiedziałam, że to nie jej wina.
Że ja nikogo nigdy nie pokocham.
Próbne matury były koszmarne.
Mnóstwo stresu, uczenia się i kawy.
Bałam się dosłownie wszystkiego.
Izolowałam się i dystansowałam od przyjaciół.
Do tego przeżywałam i wciąż przeżywam ogromną dysforię.
Moje altery nie dawały mi spokoju.
Nadmiar bólu, stresu, strachu i tęsknoty.
Pogodziłam się z B.
Wychodzimy już normalnie.
Jedziemy razem do Anglii.
Od 27. listopada nie jem mięsa.
Przed wigilią miałam pierwszy egzamin na prawo jazdy.
Oblałam na jednokierunkowych.
Potem święta.
Święta były tragiczne.
Można śmiało powiedzieć, że je rozjebałam.
Dziadek się najebał jeszcze przed naszym przyjazdem.
Babcia oczywiście nic nie powiedziała.
Leżał nachlany całą wigilię.
Wydzierał się na babcię, wyzywał ją.
Następnego dnia rzucił jakiś kolejny zboczony żart.
On.
Miał czelność gadać świństwa.
Wybuchłam, nie mogłam dłużej milczeć.
Wygarnęłam mu to.
Nawyzywałam.
Nie byłam z tego dumna, ale należało się.
W tej rodzinie wszyscy udają, że nic się nie dzieje.
Zamiatanie pod dywan.
W ktoś w końcu musiał zareagować.
Zwłaszcza, że to on sam powiedział to, co powiedział parę lat temu.
I nadal za to nie przeprosił.
Ale oczywiście to ja jestem ta zła.
Ta, która odważy się poruszyć temat, którego boją się dorośli.
I to ja musiałam dzwonić i przepraszać.
Brzydzę się tym człowiekiem.
Powiedział, że jestem jego krwią.
Ten sam temperament.
Nie jestem.
Nie będę.
Brzydzę się nim.
Powiedział, że nie istnieję dla niego.
On dla mnie też.
Przez całą tę akcję musieliśmy szybko wyjechać.
Matka się bała, że dziadek znów się nachleje.
Mieliśmy spędzić ten dzień u kuzynostwa.
Wlecieliśmy tylko na chwilę.
Kuzyni się popłakali.
Ciotka też.
Zjebałam im święta.
Znowu uciekaliśmy, jak tchórze.
Ryczałam całą drogę autem.
A potem w domu przez parę godzin.
Nawet nie pamiętam, co się działo ze mną.
Wiem, że zniszczyłam wszystko.
Dowiedziałam się o Leelah.
Dawno nic mną tak nie wstrząsnęło.
Napisałam o niej piosenkę.
Lara jest moją dziewczyną.
Ale o tym potem.
Sylwester był udany.
Byliśmy u kumpla na domówce.
Poznałam nowych ludzi.
P. przyznał się wszystkim, że jest gejem.
Ja opowiedziałam o Larze.
Wszyscy mnie zaakceptowali.
Nie spodziewałam się tego.
M. opowiadał mi o swoim byłym.
Byłam spowiednikiem.
Prawie nic tam nie jadłam, bo wszystko było z mięsem.
M. i P. lizali się w łazience.
A teraz okazuje się, że coś może między nimi będzie.
Dzięki Larze powoli się podnoszę.
Ostatnie tygodnie były mimo wszystko najlepszymi od lat.
Przeszłam z bycia na samym dnie do bycia prawie normalną.
Nie wiem, jak to się stało.
Po prostu pewnego dnia okazało się, że jesteśmy razem.
Gadamy na Skype.
Kocham ją.
Naprawdę.
Ale jednocześnie w chuj się boję.
Że ją stracę.
Że nie będę wystarczająca.
Że znowu zaufam, będę mieć nadzieję
a wszystko skończy się tak samo.
Cały mój system zasad życiowych wali się u podstaw.
Sądziłam, że miłość nie istnieje.
Sądziłam, że nie jest dla mnie.
Sądziłam, że zawsze będę sama.
Sądziłam, że nie mogę kochać.
Że nie kochając uchronię ludzi przed sobą.
Wciąż tak myślę.
A więc dlaczego kocham ją?
I pozwalam się kochać?
Nie mam pojęcia.
Boję się.
Dużo ryzykuję.
Jeśli znowu złamie mi się serce nie przeżyję tego.
To już jest ostatni raz.
Aplikowałam na studia w Manchesterze.
Londyn był za drogi.
Poza tym mam tam Larę.
Wybrałam kierunki psychologiczne.
Jeden jest szczególnie świetny: muzyka i psychologia.
Dostałam już odpowiedź z dwóch kierunków.
Pisanie statementu było męką.
Do tego miałam problemy z zapłaceniem za aplikację.
Takiego stresu nigdy nie przeżyłam.
Na szczęście wszystko powoli się układa.
Ostatnie trzy tygodnie były wypełnione stresem, zapierdalem i szkołą.
Jedynie myśl o Larze pozwala mi budzić się rano
i nie chcieć się zabić codziennie wieczorem.
Dzięki niej się nie tnę.
Dzięki niej mam coraz rzadziej koszmary.
Choć wciąż czasem krzyczę przez sen.
Jutro studniówka.
Mam suknię Heleny i buty na obcasie, w których zupełnie nie umiem chodzić.
Idę z Denisem.
Wcale się nie cieszę, bo mogłabym wtedy być na koncercie G. w Polsce.
Pewnie będzie stypa i będzie mi tęskno.
Ale to nic.
To nic.
---
To naprawdę fascynujące, jak perspektywa zmiany otwiera oczy.
Jak świadomość bliskiego wyjazdu pozwala doceniać to, co się ma.
Odkąd wiem, że wyjeżdżam z tego kraju, wszystko wydaje mi się takie
przejściowe
nietrwałe.
Może wszystko, czego potrzebowałam, to perspektywa zmiany.
Jakaś nadzieja i realny plan.
To pozwala patrzeć w przyszłość.
Wkraczam przyszłość.
Planuję ją.
To niesamowite.
Ja nie miałam mieć przyszłości.
Miałam umrzeć w gimnazjum.
Miałam nie doczekać liceum, a tym bardziej matury.
Żyłam z tym przekonaniem, z tą pewnością.
A teraz mam zamiar wynajmować mieszkanie
z przyjacielem i dziewczyną.
Moje własne mieszkanie.
W Anglii.
Z moją dziewczyną.
To brzmi surrealistycznie.
---
Wczoraj oblałam drugi egzamin na prawko.
Na placu.
Nie mam już siły, czasu ani pieniędzy na kolejny.
Jak można oblać na tak prostej rzeczy?
---
Dojrzewam.
Czuję to całą sobą.
Wciąż nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
Zmieniam się.
Dorastam.
Nabieram perspektywy.
Dystansuję się od ludzi, których nie potrzebuję.
Planuję.
Nabieram odpowiedzialności.
Czuję, jak moje dzieciństwo odchodzi.
Coraz gorzej rozumiem młodszych ludzi.
---
Moja dysforia się jakby zmniejsza.
Altery się trochę wyciszyły.
Niedługo zacznie się ostre rycie z nauką.
---
Lara przyjeżdża do mnie na parę dni za dokładnie trzy tygodnie.
Jestem sama, lecz nie czuję się tak samotna w sercu.
---
Uczę się od nowa definicji, jak Różewicz.
zakochana
za-kochana
jak to dziwnie brzmi
obco
Dużo muzyki tym razem, mam całą playlistę dorastania, przypominam sobie stare hity:
Enter Shikari, nowy ukochany zespół <3
Tak, to jest Katy Perry. Childhood nostalgia + świetna piosenka
P.S. Danny odszedł z AA :c.