Siedzę właśnie przy biurku, rysując nowymi ołówkami i
słuchając Coldplay. Zapach grafitu działa na mnie kojąco, przypomina mi o
dzieciństwie. To ciekawe, w jaki sposób dorastanie pozwala nam zmienić
perspektywę na przeszłość: nagle zwyczajny zapach ołówka czy blask światła na
ulicy przed domem rodzinnym pozwala nam przenieść się w czasie. Nagle zaczynam czerpać
przyjemność z małych rzeczy i zwyczajnie cieszyć się byciem z rodziną. Byciem
takim, jakim jestem, akceptowanym w każdym calu. Byciem szczerym, przebaczającym
i odważnym – wobec siebie i wobec innych.
Ten rok pełen był „pierwszych razów”. Zrobiłem pierwszy
tatuaż, zacząłem medytować i ćwiczyć jogę. Przede wszystkim jednak zrobiłem
coming-out do rodziców, co przebiegło stopniowo ale bardzo pomyślnie. Okazało
się, że szczerością i nieskrywanymi emocjami można naprawić coś, co wydawało się
nie do naprawienia. Paradoksalnie, choć bałem się, że ich stracę, przez mój
proces tranzycji rodzice i ja zbliżyliśmy się do siebie. Wsparcie, które od
nich otrzymałem, dało mi siłę i wiarę w to, że wreszcie będziemy prawdziwą
rodziną. A pomyśleć, że tak bardzo bałem się ich reakcji. Szczególnie mój tata
okazał się o wiele bardziej akceptujący i wyrozumiały, niż wydawało mi się
przez wszystkie lata. Wiem, że mam niesamowite szczęście, ponieważ tak wiele
trans osób nie może liczyć na swoją rodzinę. Nagle, z ich wsparciem, wszystkie inne
problemy wydają się bez znaczenia. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat powiedziałem im, że ich kocham. Te słowa mają dla mnie ogromne znaczenie i cieszę się, że dojrzałem do tego uczucia.
W tym roku przeszedłem także na antydepresanty. Na początku
czułem się po nich źle, co chwilę było mi niedobrze, a moja uwaga była bardzo
rozproszona. Teraz jednak wiem, że mi pomagają, ponieważ stresuję się mniej i
czuję większą stabilność. To dziwne, że czasem można tak po prostu nic nie
czuć, niczym się nie przejmować. Być może straciłem część swojej wrażliwości,
być może jestem trochę otępiony i rozkojarzony, jednak jest to mała cena za
normalne funkcjonowanie, bez ataków paniki, załamań psychicznych i myśli
samobójczych.
Postępy poczyniłem także w mojej drodze do hormonów i
tranzycji. Nie tylko już zupełnie otwarcie jestem out, ale przede wszystkim w
końcu udało mi się dostać skierowanie do GIC w Sheffield. Co prawda okres
oczekiwania jest okropnie długi (co w dużej mierze przyczynia się do mojego
pogorszonego nastroju – frustracja mnie obezwładnia), ale najważniejsze, że
jestem już na dobrej drodze. Bardzo chciałbym rozpocząć terapię hormonalną w
przyszłym roku. Chciałbym również się zakochać i więcej podróżować.
Ogólnie rzecz biorąc, ten rok był ciężki ale także pełen
dobrych zmian. Zmieniłem pracę i podejście do studiów (już się tak nie
przejmuję ocenami). Zmieniłem się w kontaktach z innymi. Przez parę miesięcy
nasiliła mi się depresja ze względu na dysforię i poczucie, że stoję w miejscu
z hormonami, aczkolwiek teraz, mimo tego czasu oczekiwania, staram się patrzeć
na wszystko pozytywnie. Być może tak ma właśnie być, a wszystko przyjdzie w
swoim czasie. Jeśli chodzi o studia, ten rok póki co zawierał mniej
pieczołowitej organizacji a więcej chaotycznego miotania się między projektami
i kończenia ich o 3 rano podczas picia alkoholu i załamania. Chciałbym to
zmienić, może uda mi się wrócić do mojego poukładanego trybu życia. Z drugiej
jednak strony chciałbym także zrobić coś szalonego, spontanicznego.
Jestem teraz w dobrym miejscu psychicznie. Oby rok 2018
okazał się jeszcze lepszy.
K.