Mówią, że jeśli przyznasz się do bycia chorym, to robisz krok naprzód.
Ja o swojej chorobie doskonale wiem od dawna.
I co?
I nic.
To tylko depresja, kilka zaburzeń i relikt przeszłości.
Wszystko to wiem i rozumiem.
Ale czy mam na to lekarstwo?
Zdaje sobie doskonale sprawę ze stanu swojego umysłu.
Ale nic nie mogę z tym zrobić.
Dwa lata próbowałam wszystko poskładać.
Dwa lata się nie cięłam i walczyłam.
I znów jestem w punkcie wyjścia i już nie zamierzam walczyć.
Dla mnie naprawdę już nie ma nadziei.
Życie czy śmierć, i tak wszędzie jest tylko ciemność.
°°°
Zazdroszczę samobójcom, którzy maja powód i odwagę, by się zabić.
Ja jestem zbyt tchórzliwa.
Zbyt wiele ludzi mnie tu trzyma.
Liczy na mnie.
Zazdroszczę tym szaleńcom, którzy nie są świadomi swojego szaleństwa.
Naprawdę im zazdroszczę.
°°°
Choinki i świąteczne dekoracje pojawiły się znikąd.
Nawet nie zarejestrowałam momentu, w którym rozpoczął się grudzień.
W moim umyśle jest nadal listopad.
Nie potrafię dopuścić do siebie myśli, że ten rok się kończy.
Miał być inny.
Lepszy.
Ale wyszło jak zawsze.
Ostatnio przeglądałam swoje notatki sprzed roku i niczym się nie różniły od tych, które piszę teraz.
Nic się kurwa nie zmieniło.
Nic.
Rok temu pisałam: "cholerny śnieg, nawet nie zauważyłam, kiedy zaczął padać. jestem tak potwornie zmęczona".
Dziś napisałabym to samo.
Czy to nie ironia?
Myślimy, że nasze życie idzie naprzód, że się zmieniamy.
A tak naprawdę kręcimy się w kółko.
°°°
Nienawidzę świąt.
Naprawdę kurewsko nienawidzę świąt.
I nie, nie chodzi mi o tą całą komercyjną otoczkę.
Nienawidzę właśnie tej rzekomej "magii" świąt.
Bo jej nie ma.
Każdego roku na święta smutek rozrywa mi serce, a wkoło dzieją się złe rzeczy.
I tak od wielu, wielu lat.
Przestałam cieszyć się na święta kiedy skończyłam parę lat i zrozumiałam, że to stek bzdur.
Począwszy od świętego Mikołaja, aż po wspaniałą, rodzinną atmosferę.
Moja rodzina ma mnie głęboko gdzieś przez 364 dni w roku, po czym nagle w Wigilię przypomina sobie o moim nieszczęsnym istnieniu.
Za każdym razem w domu jest kłótnia, starsi nie mogą na siebie patrzeć, a ja uciekam.
Pierwszy raz uciekłam z domu w Wigilię parę lat temu.
Zadzwoniłam po przyjaciela i błąkaliśmy się po ulicach, zanim znalazła nas moja matka.
W tym roku też ucieknę.
Choć teraz nie mam już do kogo zadzwonić.
A w przyszłym roku wyjadę. Wyjadę daleko stąd.
°°°
Nie wiem, co chcę dostać na święta.
Nie mam żadnych pragnień.
I tak nie dostanę tego, co chcę.
Byłoby miło, gdyby moi rodzice choć czasem brali moje pasje na serio.
Byłoby też miło, gdyby moim rodzicom zależało na moim szczęściu bardziej niż na ich własnej wizji mnie.
Mrzonki.
°°°
Zamieć śnieżna zmieniła krajobraz w ciągu paru sekund.
Zrobiło się szaro, ciemno i gęsto od śniegu.
Jak nieprzenikniony dym.
Wiatr praktycznie spychał mnie na ulicę i szumiał tak, że zagłuszał mi muzykę w słuchawkach.
Szłam w tą śnieżycę i śmiałam się w najlepsze.
Cieszyłam się.
Autentycznie.
Wszyscy uciekali od zimna i wiatru, a ja szłam spokojnie.
Przyroda wreszcie odzwierciedla stan mojej duszy.
To prawda, nie lubię spokojnej, słonecznej zimy.
Zawsze kojarzyła mi się z czymś złym.
Za to uwielbiam burze śnieżne i wiatr.
Wiatr, którego chłód przenika mnie aż do szpiku kości, wywiewa myśli i zamraża i tak już zniszczone serce.
Patrzyłam na tą zamieć i cieszyłam się, że nie tylko ja umieram w środku.
Świat też umiera.
Widziałam potęgę i wiedziałam, że człowiek jest niczym w porównaniu do siły natury.
Może jedynie stać i patrzeć.
Patrzeć, jak przyroda niszczy wszystko, co kocha.
Dobrze, że przyszła zima.
Mogę znów hibernować.
°°°
Chłopak, który mi się podoba (o ile można to tak nazwać) naprawdę mnie irytuje.
Patrzy na mnie, a obok stoi jego dziewczyna.
Ja też patrzę i wytrzymuję jego wzrok, mimo że wszystko we mnie krzyczy "przestań!".
Tak naprawdę ja go tylko śledzę w szkole i patrzę. Nic więcej.
A on, zamiast mnie zignorować, podżega we mnie jakieś nierealne nadzieje uśmiechając się do mnie czy patrząc na mnie.
Pewnie jest mu mnie żal. Pewnie lituje się nade mną i myśli, że jestem nienormalna.
Wcale się zresztą nie myli.
Ja nawet nie mogłabym z nim być.
Jego dziewczyna jest piękna, mądra i utalentowana.
Życzę im jak najlepiej razem, naprawdę.
Ja nie umiem kochać.
Nie nadaję się do tego.
Jestem zbyt chora i zbyt egoistyczna w swym cierpieniu, by je z kimś dzielić.
Ze swoich dotychczasowych związków wyniosłam jedynie ból, rozczarowanie i nienawiść do samej siebie.
A jednak.
Jednak nadal się zakochuję, jednak nadal pragnę być z kimś.
Dlaczego? Po co?
Przecież doskonale wiem, jak by to się skończyło.
Zawsze się tak kończy.
Powinnam się do tego po prostu przyzwyczaić.
A jednak narysowałam jego portret i wzdycham do niego.
Jestem żałosna.
Cieszę się, że przynajmniej nie jestem na tyle pojebana, żeby próbować z nim rozmawiać.
To, co jest w mojej głowie, jest tylko moje i nie wyjdzie poza nią.
Byłoby łatwiej, gdyby tak bardzo nie przypominał mi Gerarda i Franka.
°°°
Gdybym miała teraz samochód, pojechałabym na jakąś drogę między drzewami, rozpędziła się i rozbiła.
°°°
And you said no matter where I go from here, no matter whose arms I am sleeping in,
I'll never be okay
Don't you think I'd change if I could? Every day is a new sinking feeling.
I want to be able to say it simply just hurts and the walls close in and I can't feel a thing.
And we build walls to feel less alone.
The Saddest Landscape - The Shadows I Call Home <3