sobota, 16 listopada 2013

Sam na sam z przerażeniem

Mam wrażenie, że całe moje życie jest jak jazda samochodem przez las w nocy. 
Wydaje mi się, że jadę przed siebie, że gdzieś tam las się kończy, że mam jakiś cel.
Ale to wciąż ta sama noc, ta sama droga, te same uliczne latarnie.
Ten sam jebany syf.
Gdzieś w głębi mnie chowa się jakaś iskra nadziei, że może w końcu wyjadę spomiędzy drzew.
Ale ta iskra jest zbyt mała, by rozjaśnić ciemność, która mnie pochłania.
Ciemność jest we mnie i wszędzie wokół.
Robię się zmęczona błądzeniem po omacku, robię się po prostu zmęczona.
Czuję, że tracę kontrolę nad własnym życiem.
I z jednej strony jest mi z tym dobrze, bo jeśli ją stracę, po prostu się zabiję.
Z drugiej strony boję się. Cholernie się boję. 
Nie chcę nikogo krzywdzić, a wiem, że to zrobię. 
Myślę o śmierci. Codziennie.
Ale nie szarpię się, nie próbuję desperacko znaleźć ukojenia, nie walczę z ogniem, który dawno wygasł.
Jestem spokojna i opanowana.
Spokojna
i
opanowana.
To już nie są te same myśli, jakie miałam w gimnazjum. Nie ten sam typ depresji.
O ile ona w ogóle ma jakieś typy.
Teraz zwyczajnie nie mam racjonalnych powodów, by być smutna. A jednak jestem.
Po prostu jest inaczej.
Potrafię logicznie myśleć, potrafię chłodno kalkulować.
Śmierć wydaje mi się po prostu najlepszym rozwiązaniem.
I nie jest to akt buntu ani desperacji, żaden manifest.
Z nikim nie toczę wojny, może po części ze sobą.
Nie jest to nic wielkiego, romantycznego, podniosłego.
Po prostu ucieczka.
Cały czas uciekam.
Od wszystkiego.
Wiem, że jeśli się zatrzymam, moje demony mnie dopadną i pożrą żywcem.
Nie potrafię stawić czoła nieznanemu, jak i aż za dobrze znanemu. Życiu.
Dlatego uciekam.
Nie analizuję tego, co czuję, tylko próbuję to zagłuszyć, wyprzeć się tego, zignorować.
Ja już nawet nie mam uczuć. Ja myślę, że coś czuję. 
Potrafię sobie wmówić jakieś emocje tak dobrze, że zaczynam je brać jako własne.
Ale czasem boję się nawet myśli. 
Bo wyobrażam sobie, że świat płonie, a ja stoję z boku i na niego patrzę, śmiejąc się w głos.
Rozmawiam z kimś, a w głowie zabijam tę osobę na różne sposoby.
Kiedy jest mi naprawdę źle pocieszam się faktem, że i tak wszyscy umrą.
Kiedy płaczę, nagle myślę sobie o zabiciu kogoś, i ta myśl mnie rozśmiesza.
Bo życie to tak krucha rzecz, tak nikła i bezwartościowa, a jednak to jedyne, co mamy, czego się trzymamy, co cenimy, czego pragniemy. Ludzie są jednak głupi.
Boję się tych myśli. Boję się przyszłości. Boję się kurwa siebie.
Czy ja naprawdę jestem tak nieczuła i zimna?
Czy jestem szalona?

"Jestem sam. Sam tutaj i sam na świecie. Sam w sercu i sam w głowie. Sam wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętam. Sam w Rodzinie, sam z przyjaciółmi, sam w Pokoju pełnym Ludzi. Sam, kiedy się budzę, sam każdego koszmarnego dnia, sam, kiedy w końcu nadchodzi ciemność. Jestem sam na sam z przerażeniem. Sam na sam z przerażeniem." ~James Frey-"Milion małych kawałków" (czytam i kocham)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz