Ten rok był chyba jednym z najlepszych, o ile nie najlepszy, w moim życiu. Przede wszystkim miałem top surgery 13-tego kwietnia, która dosłownie odmieniła moje życie. Towarzyszyła mi Kasia, za co jestem dozgonnie wdzięczny, a recovery było wbrew pozorom bardzo przyjemne i szybkie. W maju za to ja i Kasia pojechaliśmy na Slam Dunk, co było moim pierwszym festiwalem muzycznym w UK. Potem w czerwcu widziałem Coldplay na stadionie Etihad, co też było wspaniałe. W lipcu pojechaliśmy z Kasią na tydzień do Carvoeiro, do pięknego hotelu z kilkoma basenami i ogrodem w Portugalii, i to były wspaniałe wakacje. W sierpniu pojechaliśmy razem na Alaskę i było super, a potem spotkałem się z Holding Absence na małym kameralnym signing’u i koncercie akustycznym w sklepie muzycznym, i uściskałem ich 😊. Poza tym przekłułem sobie sam uszy, dałem swój numer randomowemu cute kolesiowi w barze, miałem drugi raz Covida, wróciłem do robienia macrame i zrobiłem nowy tatuaż wilka na nodze od Roksy. Zrobiłem też pierwsze publiczne wystąpienie o autyzmie z pracy, a jeśli już mowa o pracy to zaangażowałem się bardzo mocno w re-branding Bauera, i zarówno agencja graficzna jak i wysoko postawieni ludzie w Bauerze powiedzieli, że jestem mega uzdolniony, i że być może po nowym roku dostanę u nich pracę!
To były jedne z najlepszych wakacji w moim życiu. W ogóle ten rok był jednym z najlepszych. Wydaje mi się to nie do pomyślenia, bo przecież w tym roku kończę 27 lat. Wiek, w którym miałem siebie zabić. A jakimś dziwnym zrządzeniem losu w tym roku dopiero zaczynam żyć.
Topka zmieniła wszystko, tak samo jak koncert MCR w 2022. Dzięki topce mogę wreszcie się kapać i przez to miałem zajebiste wakacje, a dzięki koncertowi MCR poznałem Kasie i innych znajomych.
Od wyjazdu do Portugalii, przez pobyt w Polsce i na Alasce, aż do kapania się w jeziorze na Jankowie i chodzenia po starej klatce schodowej na Winiarach, to lato było dla mnie zupełnie nowym początkiem, ale tez swego rodzaju pożegnaniem ze starymi miejscami. A może wręcz przeciwnie? Może ta nostalgia za Winiarami czy Alaska to znak, że powoli odbudowuje swoje poczucie przynależności? Sam nie wiem.
Wiem za to, że ten weekend jest znowu słoneczny i ciepły, jeszcze trzymają się ostatki lata, się a ja trzymam się ich, jak ćma trzymająca się słońca.
Czasem nie myślę nawet o swojej topce, jak wiele się zmieniło w przeciągu zaledwie pół roku, jak bardzo uratowało mi to życie. Czasem po prostu czuje się tak, jakbym był taki od zawsze. Dopiero potem uświadamiam sobie ze dopiero w wieku 27 lat moje życie wreszcie się rozpoczęło.
W tym roku naprawdę czuję potrzebę wyjechania dokądś. Czy to przez nasilający się autyzm, czy niezadowolenie z pracy i zarobków, czy po prostu niechęć do tutejszej pogody i tutejszych ludzi. Po prostu świerzbi mnie, żeby wyjechać, co jest szalone, bo dotychczas całe życie zapierdalałem tylko po to, żeby mieć wreszcie w miarę stabilne życie i zarobki, a teraz kiedy wreszcie to mam, mam ochotę znowu rzucić się na głęboką wodę i zacząć życie na nowo w innym kraju. Wiem, że będzie strasznie ciężko, choć z drugiej strony mam już to raz za sobą, więc na pewno dam radę. Myślę po prostu, że po 8 latach w Anglii osiągnąłem to, co chciałem, i że już przestałem się rozwijać zawodowo i prywatnie. Nadal nie mam tam żadnych prawdziwych przyjaciół a ludzie z pracy, którzy wydawali mi się fajni albo odchodzą albo okazują się chamscy. Chciałbym po prostu mieć kogoś bliskiego przy sobie, zarabiać w miarę ok i móc się utrzymać sam. W tym momencie Anglia schodzi na psy i już naprawdę mam tego dość. Jest tutaj drogo, nie ma mieszkań, czynsze są absurdalne i do tego warunki życia są takie sobie. Oczywiście, będę tęsknić za udogodnieniami typu koncerty, kultura, usługi – jednak Anglicy pod tym względem są przodownikami, bo po prostu cały kraj jest zorganizowany tak, aby było wygodnie – ale to nie daje mi już szczęścia, bardziej po prostu pomaga mi to uporać się z dniem codziennym, który jest chujowy. Chyba wolałbym mieć pieniądze, słońce, plażę i fajne mieszkanie niż żyć jak szczur, ale raz na 3 miesiące pójść na koncert.
Chciałbym, żeby ten nowy rok był tak dobry jak 2023 albo lepszy, ale nie mam dużo nadziei. Jestem pełen nerwów i naprawdę nie wiem, co będę robić, gdzie mieszkać itp. Wkurwia mnie to. Chciałbym móc zrobić jakieś konkretne plany. Czuję, że to może być już mój ostatni poryw, ostatnia szansa na to, by dokądś wyjechać i coś zmienić. Zaszedłem naprawdę daleko, ale wciąż mam wrażenie, że w wielu dziedzinach mojego życia stoję w miejscu, i chciałbym to zmienić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz