Przez ostatnie tygodnie w UK było bardzo gorąco i słonecznie, co jest super ale też sprawiło, że nic mi się nie chce, i że moje ADHD/autyzm dają mi popalić (nie mogę się skupić na niczym). Ale o tym później.
Dzisiaj jest akurat dość pochmurnie i lekko chłodniej, więc wreszcie przysiadłem do posta.
Ooof, ten rok jest szalony...
Po pierwsze i najważniejsze, dnia 13-tego kwietnia 2023 miałem swoje top surgery z chirurgiem o nazwisku Wooler w Hull. Tak, po tylu latach (w sumie z 4-5 lat na liście oczekujących, choć topkę chciałem odkąd miałem z 15 lat) wreszcie mam płaską klatę...Nie wiem jak zacząć opisywać to, co czuję. Nadal jestem w szoku i nadal się przyzwyczajam do tego.
Mogę nosić koszulki bez niczego pod spodem! Czasem wciąż się łapię na tym, że myślę, że jestem nago, albo że ktoś zobaczy moją klatę, po czym mam takie ‘aaaa czekaj xD’. Mogę spać bez koszulki i czuć lekki wiatr i koc na skórze (co w te upały jest niesamowicie pomocne). Niedługo będę mógł pływać. Mogę nosić plecak i nie czuć się z tym chujowo. Mogę nosić bro-tanks i biegać bez martwienia się, że coś mi skacze. No i pocę się o wiele mniej. Serio, czuję się jednocześnie jakbym miał jakieś out of body experience, choć też z drugiej strony czuję się jakby tak miało zawsze być, jakbym całe życie miał to ciało. Jest to naprawdę mega szalone, ale nie zamieniłbym tego za nic.
Dokumentuję moją recovery na twitterze i na insta, ale tak w dużym skrócie to o topce dowiedziałem się dość nagle i randomowo, przez emaila najpierw. Na początku myślałem, że to jakiś prank, bo nie dostałem jeszcze nawet listu, ale potem się to potwierdziło. Dowiedziałem się jakoś na końcu lutego, co nie zostawiło dużo czasu na przygotowania. Zacząłem wszystko ogarniać: kto się będzie mną zajmować, kto mnie zawiezie etc, po czym przeożyli mi datę na tydzień potem. Jako że już miałem bilety dla Kasi na samolot, musiałem je przełożyć, co było dość drogie :/. No ale trudno. I tak mega mega się cieszę, że Kasia zdecydowała się do mnie przylecieć i się mną zająć. Dosłownie nie wiem co bym zrobił gdyby nie ona, bo matka zajmuje się w tym momencie swoją mamą, która mieszka u nas i ma demencję. Zresztą nawet nie chciałbym, aby zajmowała się mną moja matka, bo nie ufam jej na tyle żeby widziała mnie w takim stanie. Pozostawała też kwestia dojazdu, a raczej powrotu, z Hull. Napisałem story na insta i parę osób rozpowszechniło moją wiadomość, w tym Trans Mutual Aid Manchester. Moją historię zobaczyła kochana Mina, trans kobieta z Sheffield, która powiedziała, że z chęcią mnie zabierze. Mina zawiozła mnie też w dwie strony na wyjęcie drenów 10 dni po operacji, za co jestem jej dozgonnie wdzięczny. The kindness of a stranger saved my life. No więc byłem mega emocjonalny i wdzięczny jej, a teraz gadamy sobie i nawet mamy razem server w Minecrafcie XD.
W Hull byliśmy w wegańskim pensjonacie u kochanej Claire i jej partnera. Było tam mega cudnie i miło, aż nie chciało się wyjeżdżać, chociaż pogoda byłą do dupy. Sama operacja poszła moim zdaniem bardzo pomyślnie, nawet nie martwiłem się aż tak niczym. Personel był super, miałem nawet menu jedzenia do wyboru w szpitalu i panie anastezjolożki sobie ze mną żartowały o czymś zanim poszedłem spać XD Obudziłem się po jakiś 3-3.5 godzinach i nic mi nie było, byłem tylko głodny i zdezorientowany ale miałem mega dobry humor (od morfiny pewnie xd). W nocy było mi dość ciężko, nie mogłem spać, co chwile mnie budzili żeby sprawdzić mi ciśnienie krwi a do tego oglądałem w TV jakieś gówno a na nogach miałem takie nadmuchujące się rękawy (żeby nie mieć zakrzepów). Następnego dnia mnie wypuścili, ale zanim to się stało to dałem chirurgowi i ekipie taki cross stitch z różami i było im miło 😊. Miałem też ze sobą ręcznie zaprojektowany dziennik w którym opisywałem to, jak się czuję i w ogóle. Zostaliśmy jeszcze na noc w Hull tego dnia, a następnego dnia odebrała nas Mina i pojechaliśmy do domu.
Ten tydzień kiedy była u mnie Kasia był zajebisty, choć oczywiście trochę mnie wszystko bolało, zwłaszcza jebany binder post-operacyjny XD. Ale była chillera, Kasia sobie kolorowałą na tablecie, ja sobie spałem albo grałem w MC, a jak byłaładna pogodato szliśmy na koc albo na spacerek na ogród. Opowiedziałem Kasi cały Unholyverse, żeby nie było XD. Kasia pomogła mi też z zakupami, robiła mi jedzenie, umyła mi włosy itp <3. Brak pryszniców to było najgorsze z tego wszystkiego XD No i dreny, które były nieomfortowe.
Kasia pojechała po jakimś tygodniu, po czym Mina mnie zawiozła na wyjęcie drenów i od tego czasu już było mi o wiele lepiej. Po raz pierwszy wtedy zobaczyłem porządnie swoją nową klatę i prawie się popłakałem. Potem miałem nosić binder przez jakieś 6 tygodni, ale po około 4-tym już nie mogłem wytrzymać i nosiłem tylko w nocy, a potem w ogóle. Po prostu bardzo mnie bolało, wrzynał mi się pod pachami, miałem wszystko zaczerwienione i w ogóle.
Jeśli chodzi o kompilikacje to nie mam (odpukać) żadnych. Często słyszy się o opuchliźnie, siniakach itp. ale ja miałem tylko małego siniaka po lewej stronie. Oba sutki są przyklejone, co jest super, chociaż nadal nie mam czucia praktycznie nigdzie. Blizny mi się ładnie goją, choć przez wrastające włosy mam w pewnych miejscach dość podniesione te blizny. Smaruję się różnymi olejkami i masuję te blizny, czasem też kładę sobie ice packa (ten ice pack to mi życie uratował, bo mnie bardzo bolała lewa strona pod żebrami). Nadal nie jestem w 100% zagojony, ale już wszystko robię normalnie: zakupy, koncerty, chodzę do biura itp. Więc teraz tylko pozostaje czekać, aż blizny mi wyblakną i może wróci mi trochę czucia.
Co do czucia, to jest to bardzo dziwne nie mieć żadnych sensacji erotycznych w sutkach. Not gonna lie, trochę za tyhm tęsknię.
Ooo właśnie, zapomniałem wspomnieć, że w szpitalu po topce ktoś na twitterze mi wysłał jakieś porno bo podobno koleś brzmiał jak Gerard, więc leżałem w szpitalu po top surgery i oglądałem porno dla analizy (konkluzja: nie brzmiał wcale jak Gerard, wtf). Iconic.
Do pracy wróciłem jakoś po 2-3 tygodniach, na początku part time bo nadal byłem dość skołowany i obolały, ale przynajmniej miałem coś do roboty, bo już mi się mega nudziło. Wszyscy w pracy byli mega wspierający i w sumie miłeto było zobaczyć, ilu ludzi na mnie zależy, nawet jakieś randomowe osoby mi pisały życzenia zdrowia i cieszyły się moją operacją 😊. Ta sytuacja na pewno też pomogła mi zcementować to, komu naprawdę na mnie zależy, a kto ma mnie w dupie. R i A miały totalnie wyjebane, nawet nie zaoferowały mi w niczym pomocy, a wręcz utrudniały mi wszystko w domu. Moja matka też nie wiedziała nawet dokładnie co to za operacja, a sama też nie pytała o nic. Wysłałem jej i ojcu cały artykuł po polsku o tym, ale nawet wąpię, że to przeczytali. Teraz matka dowiaduje się wszystkiego z mojego insta, ale sama niezbyt pyta o cokolwiek, jak się goję i wgl. Tak jakby to było zupełnie nic i jeśli to będą ignorować, to się nigdy nie stało. Wtf. Boli to trochę, no ale nie wiem czego się spodziewałem.
Pamiętam, że na początku, jak się dowiedziałem o dacie to byłem mega zestresowany, czy wszystko mi się uda logistycznie ogarnąć, nawet nie miałem ochoty ani możliwości być podekscytowany, bo bałem się, że wszystko jebnie. To, że muszę wciąż polegać na innych ludziach, że nie mam tutaj nikogo zaufanego, że Kasia musiała przylecieć z innego kraju do mnie...to mnie trochę rozwala. Niby wiem, że nie mam tutaj za bardzo przyjaciół, ale z drugiej strony nadal mnie to boli, zwłaszcza w takich sytuacjach. Nienawidzę polegać na innych. Czuję, że mam dług niemożliwy do spłacenia względem Kasi, choć wiem, że ona tego tak nie widzi.
Z tego całego zamieszania z topką kompletnie zapomniałem, że 28-ego lutego minęły 4 lata odkąd jestem na testosteronie. Again, czuję się tak, jakby tak było zawsze, a dopiero potem sobie uświadamiam że większość swojego życia udawałem kogoś innego. Szalone to jest. Myślę, że większość fizycznych zmian, które miały się wydarzyć, już się wydarzyły. Mam brodę (patchy ale jest XD), włosy wszędzie praktycznie, niższy głos (nie jest taki, jaki bym chciał, ale przynajmniej nikt już mnie nie misgenderuje), i passing w 100%. Wiele nowopoznanych osób jest w szoku kiedy mówię im, że jestem trans. Czuję się też o wiele bardziej komfortowo ze sobą i z moją gay/camp stroną, na przykład lubię sobie nosić eyeliner czy pomalowane paznokcie. Podobam się sobie ze swoimy naturalnymi, długimi włosami, co też jest super, choć już mam pełno siwych (chyba od tego stresu z ogarnianiem topki posiwiałem jeszcze bardziej). Najbardziej dla mnie teraz liczą się efekty psychiczne, które T mi daje ( w połączeniu na pewno z antydepresantami) : opanowanie, kontrolowanie swoich reakcji emocjonalnych, bycie generalnie bardziej szczęśliwym. To jest dla mnie tak ważne. Kocham testosteron, nie wyobrażam sobie teraz nie być na nim. Jestem teraz zupełnie innym człowiekiem niż byłem 4 lata temu.
12-tego maja minęło 5 lat odkąd jestem na diecie wegańskiej, a 18-tego 8 lat w UK. Nie wierzę, jak ten czas zapierdala. Nadal pamiętam, jak się tutaj przeprowadzaliśmy z M, a teraz jest już 8 lat. Myślałem, że albo do tego czasu się gdzieś przeprowadzę, albo chociaż będę mieć lepszy standard życia XD. No ale tak, w Anglii jest inflacja, kryzys mieszkaniowy, kryzys energetyczny. Wszystko jest teraz cholernie drogie, a wszystkie prawa LGBTQ+ są stopniowo cofane albo kwestionowane, więc na dłuższą mętę wróżę temu kraju upadek XD. Ja sam myślę, że chcę tylko zrobić nowy paszport i wypierdalać stąd. Jedyne, co jest tutaj dobre, to dostęp do koncertów XD.
Nie no, to nieprawda. Nie ważne jak bardzo się zarzekam, że nienawidzę tu mieszkać, to jednocześnie wiem, że Manchester to teraz mój drugi dom, i nie wyobrażam sobie póki co mieszkać gdzieś indziej. Czasem chciałbym wypierdolić stąd gdzieś indziej na rok czy dwa, ale wiem, że w Mancu mam po prostu więcej możliwości życia tak, jak chcę (oprócz finansowych xD). Mam dostęp do kultury, koncertów, hormonów (póki co) itp, a w wielu innych krajach tego nie ma. Więc doceniam swoje szczęście, że mieszkam tu gdzie mieszkam, ale w grand scheme of things, po 8 latach siedzenia tutaj jestem trochę rozczarowany. Nadal mieszkam ze zjabanymi współlokatorkami, a nie stać mnie na wynajem samemu. Nie mam też nikogo, z kim mógłbym coś wynająć :/. Nienawidzę tego, że muszę polegać na innych w nawet tak podstawowej sprawie jak posiadanie dachu nad głową.
O właśnie, 12 maja minął też rok od wydania Foundations of Decay, a 27-mego maja zobaczyłem MCR po raz pierwszy na żywo w Warrington. A 9-tego czerwca był koncert MCR w Polsce, który dosłownie zmienił moje życie. Poznałem nowych przyjaciół, odnowiłem kontakt z ludźmi i dosłownie chce mi się bardziej żyć od tego czasu. W ogóle to bardziej chce mi się żyć i robić cokolwiek odkąd przyjaźnię się z Kasią. Jej nastawienie do życia typu ‘okej zróbmy to’ i jej impulsywność trochę się na mnie odbijają, i ja teraz też bardziej zgadzam się na rzeczy, wychodzę z domu, robię plany itp. Za równo miesiąc lecimy razem do Portugalii do pięknego resortu Rocha Brava na tropikalne wakacje, pierwsze wakajki na których będę mógł latać z gołą klatą na plaży <3! Sam fakt, że Kasia tak chętnie się na nie zgodziła jest super, a dodatkowo miałem co robić podczas recovery bo sobie planowaliśmy. Mamy też pomysł, że do mojej 30-stki polecimy na Malediwy <3.
Myślę sobie, że z jednej strony trochę mi szkoda kasy, którą miałem zbierać na mini domek na kółkach, ale z drugiej YOLO i od pandemii naprawdę chce mi się więcej robić, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znowu coś jebnie. I tak już ten świat przypomina odcinek Black Mirror, wszystko się chyli ku upadkowi, a Malediwy mogą zatonąć niedługo więc why not. Cieszę się, że wreszcie mam z kim robić jakieś plany, jeździć na koncerty czy wakacje, kogoś komu mogę zaufać. Kasia jest serio a blessing, mamy zajebistą komunikację (czasem się wypierdala ale to normalne) i mam nadzieję, że to będzie przyjaźń na lata.
Co do przyjaźni, to ostatnio zupełnie randomowo wpadłem na Asię/Riley w mieście na przerwie w pracy. Na początku mnie nie rozpoznałx XD. Powiedziałem, że kiedyś mieszkaliśmy razem z M w Hulme i dopiero potem zczaiłx. Było to bardzo dziwne ale też dość wholesome. Riley zmieniłx imię i używa she/they , i powiedziałem że miałem niedawno topkę, na co onx że też chce zmniejszać piersi i w ogóle się cieszyłx. Mamy w planach umówić się na piwo, choć trochę się martwię jak to wszystko pójdzie bo jednak onx przez rok mieszkałx z M. Wspomniałem jej trochę o M, o tym jak się względem mnie zachował, na co onx byłx w szoku. Zawsze jest to dla mniedziwne wracać do ludzi z przeszłości, z którymi miałem dość wyboistą drogę albo nieprzyjemnie wspomnienia, ale myślę, że mogę spróbować raz się spotkać i zobaczymy.
28-ego maja byliśmy z Kasią na naszym pierwszym festiwalu muzycznym w UK, co było…an experience. Opiszę całe wydarzenie w osobnym poście.
Byłem też pierwszy raz na Coldplay na stadionie Etihad I to już było wspaniałe, dosłownie religious experience <3. Też zrobię osobnego posta.
W lutym zakończyłem wreszcie moje apprenticeship w pracy, po czym dostałem ofertę pracy na stałe, co było super ale płaca byłą beznajdziejna. Wykłóciłem się potem o podwyżkę i dali mi 22k/rocznie, ale to nadal nie jest wystarczająco dla kogoś z moim doświadczeniem i wykształceniem. Nawet dzieciaki świeżo po studiach dostają 24-25k/rocznie, a moja firma ma kasę tylko skąpią mi oczywiście. No ale cieszę się, że znalazłem w sobie siłę, by nawet zapytać o podwyżkę, i że moja managerka o mnie zawalczyła. Dziwne jest to, że w UK panuje zmowa milczenia na temat płacy, nikt nigdy nie mówi nikomu ile zarabia, przez co nawet ciężko w ogóle porównać zarobki żeby zobaczyć, czy jesteśmy wykorzystywani przez pracodawców. Co jest, oczywiście, im bardzo na rękę 😊)))))). Nikt nie chodzi, tak jak w Polsce, po podwyżki do szefa. Wszystko jest ‘competitive salary’, co jest bez sensu zupełnie, bo skąd mamy nawet wiedzieć co to jest competitive skoro każda firma pisze competitive. Jebany late-stage kapitalizm i korpo.
Co do pracy, to ostatnie dwa tygodnie były ciężkie z powodu ADHD/autyzmu. Dowiedziałem się i zaakceptowałem w tym roku, że mam AuHD (jakieś 70% autyzm, 30% ADHD). Pamiętam, że lata temu już wszyscy znajomi mi mówili, że jestem autistic, na co ja zawsze byłem jak ‘nieeee no coś ty’. Oczywiście nie mam oficjalnej diagnozy, ale też jej na razie nie chcę bo jest to mega ciężkie (a ja nienawidzę medycznych spraw xD). Ale utożsamiam się z autistic community i też pomaga mi to wyjaśnić wiele rzeczy, które ja uważałem za albo normlane w sobie, albo po prostu moje quirks i bycie dziwnym. Robię też research i czytam dużo. W każdym razie, w pracy mam dość supportive ludzi i nawet grupę innych neurodivergent ludków, ale ostatnio mi mega odpierdala, może przez upały. Nie mogę się na niczym skupić, mam milion myśli na minutę, robię tysiąć rzeczy na raz i skaczę od jednej czynności do drugiej, w rezultacie nie robiąc nic dobrze. Do tego wysłałem parę maili z błędami i raz nawet jakieś zaproszenie do 2300 ludzi XD. No więc I feel a bit insane i zastanawiam się, czy może nie zapisać się jednak po tę diagnozę, może daliby mi chociaż leki? Idk. Pomyślę o tym.
Na razie to tyle, ja się zbieram bo idę do kina na Spiderman 2: Across the Spider-verse <3.
PS. Kasia wkręciła się w Enter Shikari <3!!! Ostatnio słucham dużo Sama Fendera, Holding Absence i starych Marsów, np. Alibi
-------------------------------------
13.06.2023
In the darkest of times
I found flowers blooming from the ground
In my most vulnerable of states
I found kindness, courage and strength
I found gratitude and love
For the selfless acts of strangers
I found patience I never thought I had
For karma's gentle embrace
I no longer want to believe
That I'm alone in this place
And that I cannot ever trust anyone
To help me when I'm in need
The road is wide and open in front of me
To finally start living as who I'm meant to be
I fell apart and got put back again
Now I'm ready for my life to finally begin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz