środa, 24 maja 2017

And after seeing what we saw, can we still reclaim our innocence?



Nie wiem, od czego mam zacząć. Nie wiem co pisać ani jakich słów używać, by opisać to, co się stało i to, jak się po tym czuję. Nie wiem, czy w ogóle takie słowa istnieją. Od paru dni jest mi niedobrze, a godziny uciekają mi z pamięci.

Miałem nie pisać długiego postu. Ale napiszę. Po pierwsze dlatego, że jest to jedna z niewielu metod radzenia sobie z emocjami, które wciąż działają i które mi pozostały. Po drugie dlatego, że milczenie nie jest odpowiedzią, a ja byłem w błędzie myśląc, że ignorując swoje uczucia uda mi się ich pozbyć. Postanawiam więc napisać, choć naprawdę nie wiem jak.

Wszyscy już wiedzą, co stało się w Manchesterze. Kolejny zamach terrorystyczny, chciałoby się rzec „chleb powszedni” współczesnego świata. Tyle słyszy się o bombach, zamachach, porwaniach samolotów i samobójczych atakach, że w zasadzie kolejny atak to tylko kwestia czasu, kolejny nagłówek w gazecie, kolejny tryb w tej chorej maszynie. Sam przecież wielokrotnie widziałem hasztagi na twitterze, kolejne #prayfor, kolejny zamach na niewinnych ludzi. Widziałem tego już wiele i choć oczywiście nie mam serca z kamienia, po pewnym razie wiadomości te stały się już dla mnie po prostu powszechne. Przestałem się nimi jakoś szczególnie przejmować, zakładając, że skoro mnie to nie dotyczy to w zasadzie nie mam powodu, by się smucić i denerwować na marne. Być może była to żałosna próba wmówienia sobie, że skoro coś jest daleko ode mnie to nie istnieje, może była to desperacja nadzieja, że jeśli czegoś się wyprę to w końcu przestanie mnie to boleć.
I choć myślałem, że w ostatnich miesiącach stałem się silniejszy, choć pracowałem bardzo ciężko na to, by trudno było mnie złamać, tym razem było inaczej.

Tym razem uderzono w miasto, w którym mieszkam od dwóch lat.

Uderzono w niepełnoletnie osoby, w dzieci, które wracały z koncertu swojej ulubionej wokalistki. Uderzono w samym centrum miasta, które stało się moim drugim domem, w którym zacząłem swoje dorosłe życie, które mnie kształtuje i daje mi możliwości realizacji marzeń. Zimny, deszczowy, piękny Manchester. Nie ważne, że to artystka, której nie słucham, przecież to równie dobrze mogli być Pilotsi czy inny zespół.

Ponownie nie wiem, co mam myśleć i pisać. Tyle się mówi w Internecie o odpowiednim reagowaniu na tragedię, by nikogo nie urazić ale też niczego nie pominąć. Czy istnieje w ogóle taka reakcja? Zamach w moim mieście wydawał mi się czymś odległym, czymś nierealnym. Oczywiście z tyłu głowy często kłębiła mi się myśl, że to tylko kwestia czasu, że coś wisi w powietrzu, że na pewno prędzej czy później coś się stanie. Ale podobnie jak wielu ludzi tutaj, mimo tej wiedzy żyłem nadzieją, że jakoś nas to ominie. Manchester wydawał mi się zbyt oczywisty, a przy tym zbyt mało znaczący, by atak na nim miał jakieś znaczenie propagandowe (bo tym kieruje się ISIS). Mamy w końcu tutaj dzielnicę klubów gejowskich, mamy paradę równości, mamy kościoły i stadiony futbolowe. Jeśli w ogóle ktoś by się tego spodziewał, to atak podejrzewano właśnie na te strefy.
Ale uderzono w zupełnie inne miejsce, z punktu widzenia politycznego tak naprawdę nic nieznaczące. Zabito niewinne dzieci w miejscu, które miało być miejscem spełnienia ich marzeń.
Wiele emocji kotłuje się i walczy teraz we mnie. Smutek, żal, gniew, niezrozumienie. Mam 20 lat i wydaje mi się, że wiem coś o świecie i raczej dużo rozumiem. Ale tego nie potrafię pojąć, naprawdę nie potrafię ogarnąć rozumiem, jak można mieć w sobie tak wiele nienawiści. Jest to poza sferą mojego umysłu, być może z powodu empatii albo zwykłego ludzkiego idealizmu, wiary w to, że każdy jest z natury dobry. Jest to naiwność i głupota, wiem. Ale taki już jestem.

Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie w moim życiu dzień, w którym będę świadkiem tego typu tragedii. Nikt nigdy mnie na to nie przygotowywał, nikt nawet nie wspominał w szkole, że takie rzeczy istnieją. Nie wiem jak mam dać upust tym emocjom, jak je przemienić w coś produktywnego, a nie destruktywnego. Jeśli kiedykolwiek miałbym powiedzieć, że wiem, jak czuł się Gerard podczas zamachu na WTC, to byłby właśnie ten moment. Teraz też czuję tę bezsilność i poczucie, że nic nie ma sensu. Tutaj też zginęli niewinni. Tutaj też był piękny dzień, tak piękny, że aż nie do uwierzenia w zwykle deszczowym Manchesterze. Świeciło słońce, było parno i bezwietrznie, jakby czas zatrzymał się na chwilę. 

Taka sama pogoda była także podczas wieczornego apelu/czuwania na głównym placu Manchesteru. Setki, a może tysiące, ludzi, zgromadzonych w zupełnej, przenikliwej ciszy, łączących się w milczeniu z rodzinami ofiar. Przemowy oficjeli miasta, które przypomniały mi pogrzeb mojego przyjaciela. Nigdy nie sądziłem, że w momencie tragedii poczuję taką więź z tym miastem i jego mieszkańcami. 

Manchester otworzył swoje z pozoru zimne, północne serce. Ludzie okazali niespotykaną życzliwość, miłość, troskę. Prawdziwy duch tego miasta świecił w każdym z jego mieszkańców a Manchester pokazał swoje prawdziwe oblicze – siłę, wspólnotę i empatię. W obliczu bezsensownego aktu terroru ludzie nie poddali się, nie dali się opanować przez strach.  Taki Manchester chcę trzymać w sercu i pamięci, w takim chcę żyć i uczyć się. Chciałbym jedynie, aby już nigdy nie było żadnego ataku.

W tym wszystkim najgorszy jest chyba ten nieprzerwany strumień wiadomości, niektórych fałszywych, innych szokujących na siłę. Całe masowe media aż huczą, stada dziennikarzy rzucają się na każdy okruch sensacji jak drapieżne ptaki. Szmatławce podają niesprawdzone, często błędne informacje, siejąc panikę i kolejną falę strachu w ludziach. Nie potrzeba nam tego. Ludzie i tak już wystarczająco przeszli. Do tego dochodzą polityczne zatarcia, ludzie próbujący z tragedii zrobić paliwo do swoich nacjonalistycznych, okrutnych i nieludzkich przekonań i wierzeń. Ludzie, którzy nigdy nie postawili nogi w Manchesterze komentują i wypowiadają się na temat polityki i Islamu, krzywdząc tym jeszcze więcej niewinnych. Nienawiść rodzi nienawiść. Jest mi bardzo głęboko żal za takich ludzi i ich ograniczonych umysłów. Chciałbym, by ludzie, którzy nie mają pojęcia o życiu w Anglii przestali wykorzystywać tę tragedię do swoich celów i zwyczajnie zamknęli mordy. Chciałbym, by media wreszcie przestały napędzać tę machinę dramatu i pozwoliły ludziom przeżywać swoją żałobę w spokoju. 

Ja definitywnie muszę przeżyć swoją żałobę. Potrzebuję czasu i medytacji, by powrócić do siebie. Tutaj, w Manchesterze, życie próbuje wrócić do normy, choć miasto jest opustoszałe, drogi odcięte a transport publiczny spowolniony. Na ulicach pełno jest policji, ludzie chodzą ze spuszczonymi głowami. Ta cisza jest dla mnie najgorsza. 

Moimi metodami radzenia sobie z tą sytuacją są pisanie, muzyka i fikcja. Po raz pierwszy od lat puściłem sobie głośno Bullets, drąc się przy tym w niebogłosy. Jedyną formą sprzeciwu, jedyną formą buntu przeciwko temu w obecnej sytuacji jest silna, bezkompromisowa, nieprzerwana miłość do siebie i innych. Muzyka jest dla mnie właśnie taką miłością do siebie, puszczam sobie głośno MCR czy Architects i śpiewam, wyrażam swój głos, swój bunt i gniew. Jedyne, co możemy zrobić, to iść dalej, nie poddawać się, nie tracić ducha. Terroryści chcą nas poróżnić, przestraszyć, napuścić na siebie, abyśmy sami się wykończyli. Jedyne, co nam pozostało, to być jeszcze życzliwszym dla siebie i pokazać światu, że Manchester nie da się złamać. 

Ta tragedia, choć nie sądziłem, że tak mną wstrząśnie, uświadomiła mi, że muszę coś zmienić w swoim życiu. Nie mogę o tym zapomnieć i pozwolić, by to wszystko poszło na marne. Bardzo chciałbym, aby każdy, kto to czyta, zastanowił się nad sobą, uścisnął swoich bliskich, uśmiechnął się do nieznajomego na ulicy. Tylko żyjąc dalej możemy okazać najsilniejszy bunt i sprzeciw, największy hołd dla ofiar, największy akt niewzruszonej wiary w ludzkość.

K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz