sobota, 22 marca 2014

One year ago, the last star of hope died

Dokładnie rok temu w moim życiu zgasło
 jedyne światło nadziei, a ja zaczęłam
nieprzerwanie staczać się w ciemność.
Znowu.
Tym razem nic ani nikt mnie nie uratuje.
MCR było dla mnie wszystkim.
A teraz ich nie ma.
Nie jestem w stanie myśleć o niczym innym.
To wszystko spada na mnie tak nagle.
Nie ważne, jak bardzo staram się wyprzeć te wspomnienia ze swojej głowy.

Moja depresja osiągnęła swoje apogeum.
Nocami ledwo trzymam się życia.
Ledwo trzymam się życia.
Ledwo się trzymam.
Chcę się puścić.

Byłam dzisiaj na grobie K. i napisałam kolejny wiersz.
Nie wiem nawet, po co to wrzucam.
Tak po prostu.
Nie jestem w stanie napisać czegoś konkretnego.


Kontemplacja nad grobem Ziemi
Przytłoczona natłokiem spraw żywych
Zapominam, że są wśród nas umarli.
Nie mam czasu ani chęci udać się na twój grób,
Wciąż zajęta i gnana strachem przed tą samą śmiercią,
Która zabrała ciebie.
Patrzę na twój nagrobek.
Ty leżysz tam w dole, samotny i nieświadomy.
Wspomnienia powoli blakną
Zostaje tylko ta płyta
Nic nie znacząca.
Patrzę na nią i zaczynam rozumieć,
Dlaczego ludzie chodzą na cmentarze.
Stoję tam i nie potrafię odejść,
Nogi jak z betonu wrosły mi w ziemię.
Wciąż wierzę, wciąż się łudzę
że jesteś ze mną, że widzisz moje łzy
i kwiaty, które tobie przynoszę.
Wyobrażam sobie, że stoisz tuż obok
Kładziesz mi rękę na ramieniu
I mówisz: „Już dobrze, jestem w lepszym miejscu”.
Niewiele osób o tobie pamięta
I ta świadomość niszczy mnie od środka.
Zapomnieli o tobie ci,
którzy deklarowali przyjaźń.
Ja nie zapomnę
Bo wciąż mi się śnisz.

Wydawało mi się, że oswoiłam się ze śmiercią
Dopóki nie przybrała ona twojej twarzy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz