środa, 19 grudnia 2018

Rok 2018


Nareszcie mam czas, żeby trochę przysiąść i napisać o kończącym się roku. Szkoda tylko, że nie mam w ogóle humoru.

Ten rok był chyba najlepszym rokiem mojego życia, przynajmniej do listopada. Był to rok zmian, turbulencji, dopinania swego i walki o siebie. 

Na początku roku, po powrocie z Polski ze Świąt zrobiłem sobie nowy tatuaż. 

Później poznałem Cassie. Wydawało mi się, że coś z tego będzie, ponieważ było to zakochanie od pierwszego wejrzenia. Był to jednak ciężki związek, ponieważ oboje mieliśmy swoje własne problemy i choć wydawało mi się, że jestem gotowy, w rzeczywistości wciąż nie wierzyłem, że zasługuję na miłość. Drugą sprawą była jeszcze ilość rzeczy, w których kwestii się nie zgadzaliśmy, na przykład diet oczyszczających i narkotyków. Cassie była jak duch, ponieważ jej dysocjacja kompletnie uniemożliwiała nam komunikację. Z czasem nasz związek przerodził się w jednostronne staranie z mojej strony i ewentualnie musieliśmy się rozstać. Ja walczyłem do końca, jednak ona zerwała ze mną w marcu, kiedy byłem w Polsce.

Długo myślałem, że się po tym nie pozbieram. Byłem w trakcie roku szkolnego i rzuciłem palenie (16 marca). Wszystko zawaliło się mi na głowę. 

W kwietniu poznałem Rue i choć bałem się, że jest zbyt wcześnie, w maju zaczęliśmy się spotykać. Nasza pierwsza randka była w Eurowizję w maju i Rue jest też pierwszą osobą, która przekonała mnie na seks na pierwszej randce. Nie żałuję tego. Mamy naprawdę zdrowy związek oparty na szczerości, zaufaniu i po raz pierwszy czuję, że to może być to. Prawie codziennie pytam ją, czy chce za mnie wyjść. Jeszcze nigdy nikogo tak nie kochałem. Do tego mamy dobre życie seksualne i czasem też rozważamy związek poly. Rue uczy mnie kochać i ufać od nowa, a jednocześnie wspiera mnie we wszystkim.

Rue w końcu przyczyniła się do tego, że w kwietniu zostałem weganinem i nigdy nie czułem się tak dobrze. Przeprowadziłem się z Izzy do nowego mieszkania.

W wakacje przyjechał do mnie tata i pojechaliśmy na Islandię. Ta wycieczka nas do siebie zbliżyła i wydaje mi się, że tata zrozumiał wreszcie kim jestem. W lipcu pojechałem do Polski na trochę. Byłem też w Londynie na prywatnym spotkaniu z Gendercare i dostałem diagnozę. Byliśmy z Rue w Cardiff i było świetnie.

We wrześniu rzuciłem pracę. Dzięki pożyczce, którą dostałem w poprzednim roku szkolnym, udało mi się zaplanować ten rok tak, abym nie musiał pracować. Była to świetna decyzja, bo w hotelu zrobił się niezły syf a studia pochłaniają ogromną ilość czasu.

Ten rok na studiach był rozczarowujący. Brak organizacji, nauczyciele, którzy mają nas gdzieś i generalny brak wsparcia, w połączeniu z moją nasilającą się depresją sprawił, że nawet dotrzymywanie terminów było nie lada wyzwaniem. Nigdy wcześniej nie czułem się taki wyprany i kreatywnie zmęczony. Nie wiem, jak uda mi się zdać ten rok. Jest chaotyczny, ciężki i pełen załamań psychicznych.

Po rzuceniu pracy przekłułem sobie znowu wargę. Wcześniej podpisałem swój deed poll o zmianę imienia, a teraz także zrobiłem prowizoryczne prawo jazdy i nowe konto w banku na moje imię.
Z pomniejszych rzeczy kupiłem używaną akustyczną gitarę, którą nazwałem Leila. Zostałem trans ambasadorem na uczelni i zacząłem bardziej udzielać się w sprawach trans. Mój projekt licencjacki będzie we współpracy z LGBT Foundation.

Teraz jestem w Polsce na Święta, choć wolałbym chyba nie być. Bardzo cieszyłem się na te Święta, ale od niedawna moja samoocena drastycznie spadła i chyba moja depresja się nasiliła. Do tego mama sprosiła dziadków na święta, co w rezultacie sprawiło, że ryczałem przed przyjazdem cały dzień. Naprawdę nie chcę tu być. Mam dość przymykania oczu na własną krzywdę. W tym roku nauczyłem się tak wielu rzeczy o sobie i o świecie i zrozumiałem, że muszę zatroszczyć się o siebie. 

Chciałbym wreszcie poczuć, że zasługuję na szczęście. Nie chcę dłużej udawać i przepraszać za swoją egzystencję, nie chcę przepraszać za dyskomfort, który inni odczuwają tylko dlatego, że jestem transem. Przede wszystkim jednak jestem zmęczony ciągłymi kompromisami kosztem własnej tożsamości bo naprawdę nie proszę o nic więcej tylko o zwykły szacunek. Rue bardzo mi pomaga w znalezieniu swojej prawdy i własnej wartości. Trzymam się jej jak portu podczas sztormu i mam nadzieję, że wreszcie ten ocean się uspokoi.

To chyba sezonowa depresja. Myślę o wakacjach i słońcu i jakoś mi lepiej. Medytuję i staram się nie wpadać kompletnie w czarną otchłań depresji.

Przetrwałem tak wiele w tym roku. W przyszłym roku kończę studia i zaczynam hormony. Ten rok jako całość był naprawdę dobry i pierwszy raz poczułem szczęście. Oby następny był jeszcze lepszy.

Zespoły i wykonawcy tego roku: Billie Eilish, Architects, Nothing But Thieves, The Weeknd, Kristine (i inne 80s synthwave), The Midnight i Citizen. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz