A sporo się wydarzyło.
Przede wszystkim nie jestem już z Larą.
Napisałam maturę.
Wyjechałam do Manchesteru.
To dziwne, jak wszystko drastycznie się zmieniło.
Jak zmieniły się moje marzenia i plany.
Tak drastycznie.
Po długich tygodniach milczenia postanowiłam zerwać z Larą.
Nie miało to już sensu.
A tak bardzo o to walczyłam,
To ona zignorowała mnie.
To ona się wycofała,
Być może przestraszyła się dorosłego życia,
za co jej nie winię.
Być może jestem zbyt poważna.
Zbyt smutna.
Nie wiem sama.
Wiem za to, że przykro mi.
Ale wiem też, że tak jest lepiej.
Nie mogę być z kimś, kto nie może wziąć
odpowiedzialności za mnie i moje uczucia.
Odpowiedzialności za przyszłość,
wspólną przyszłość,
którą miałyśmy razem budować.
Jestem jedynie wściekła na samą siebie.
Mam ogromny żal, że po raz kolejny dałam się zranić.
Po raz kolejny zaryzykowałam i żałuję tego.
Albo i nie?
Nie żałuję bycia z nią.
Żałuję tylko tego, że łudziłam się, iż potrafię z kimś być.
Nie potrafię.
Nie jestem wystarczająca dla nikogo.
I nie będę.
Wiedziałam o tym już od dawna.
Wiedziałam, że to tak się skończy.
Każdy mój związek to emocjonalna manipulacją mną.
I za każdym razem próbuję kogoś naprawić.
Nie staję w obronie siebie.
Nie patrzę na swoje potrzeby.
Daję się wykorzystywać i poniżać
dla czyjegoś dobra.
Dlaczego?
Bo uważam, że tylko na to zasługuję.
Lara zablokowała mnie na wszystkich stronach,
nazwała szmatą
i zerwała kontakt.
***
Zakończenie roku było wzruszające.
Płakałam.
Żegnałam się z nauczycielami.
Dostałam nawet nagrodę od Rady Rodziców.
Rodzice kupili mi tablet, choć o to nie prosiłam.
Dostałam książkę od Pani G.
Pan dyrektor cytował mój artykuł.
Naprawdę się wzruszyłam.
Wszystko się nałożyło i dosłownie nie mogłam powstrzymać płaczu.
Pożegnania były trudne i dziwne.
Zrozumiałam, że to koniec mojej edukacji i życia w Polsce.
***
Matury przyszły szybciej, niż to sobie wyobrażałam.
Nie uczyłam się zbyt wiele.
Za dużo miałam na głowie.
Lara, przeprowadzka, pakowanie...
Na ostatniej prostej dostałam cios prosto w serce
i musiałam mimo to zapomnieć i iść dalej.
W przeciwnym razie na pewno nie napisałabym tych matur.
To zdumiewające, jak znieczulonym można się stać
kiedy potrzeba zachować zimną krew.
Biologia i polski poszły mi raczej dobrze.
Chemia trochę gorzej, choć była łatwa,
ale nie uczyłam się, bo nie musiałam.
Mam dobre przeczucia.
Może nie będę najlepsza,
Tylko to się liczy.
***
Przed samym wyjazdem byłam okropnie zestresowana.
Przez chwilę chciałam nawet zrezygnować ze studiów.
I wyjazdu w ogóle.
Zewsząd słyszałam tylko: "ale ci zazdroszczę!".
Nie ma czego.
Naprawdę.
Przepłakałam ogromną ilość nocy,
brat musiał mnie pocieszać.
Odpowiedzialność i tęsknota są okropne.
Bałam się.
Przez parę ostatnich w Polsce starałam się wchłonąć wszystko.
Chodziliśmy w nocy po polach z B.
Czas płynął mi zupełnie inaczej.
Wydawało mi się, że rzeczy, które wydarzyły się parę dni temu
zdarzyły się miesiące, lata wstecz...
Czułam emocjonalne wyczerpanie.
Włączyłam autopilota.
Po raz pierwszy w życiu
wyłączyłam muzykę,
bo żadna piosenka nie była w stanie oddać tego, co czułam.
Żadna.
Wybrałam ciszę.
W noc przed odlotem byłam na skraju wytrzymałości.
Myślałam, że nie przeżyję.
Zwątpiłam w swoje własne marzenia.
Czy aby na pewno tego chcę?
Zaczęłam uświadamiać sobie,
jak wiele mam do stracenia.
Jak bardzo będę tęsknić
za komfortem, za kotem, za przyjaciółmi.
Czułam się tak, jakby jakaś część mnie była wyrywana.
Nie byłam gotowa na ten wyjazd.
Choć prawdopodobnie nigdy bym nie była.
Kiedyś wydawało mi się, że nic mnie tu nie trzyma.
Chciałam uciec, zatrzeć ślady, spalić mosty.
Nie miałam nic do stracenia.
Teraz dopiero czuję, że miałam.
Miałam chociażby to głupie poczucie,
że ktoś inny się mną opiekuje.
Że ktoś inny kieruje moim życiem.
Gardziłam tym uczuciem,
a teraz brakuje mi go.
***
Pamiętam, jak pewnego razu, zanim się przeprowadziłam
chodziliśmy z B. po nowej dzielnicy.
W pewnym momencie ogarnęło nas oboje
ogromne, przytłaczające uczucie uwięzienia i smutku,
jakbyśmy weszli w jakąś dziurę energetyczną, inny wymiar.
Znikąd poczuliśmy się okropnie, jakby całe nasze życie
było nic nie warte.
Ja poczułam się jak jakaś nieznana, mała dziewczynka z wioski,
która nocami marzy o wielkim świecie,
ale wie, że nigdy nie opuści rodzinnego domu.
To uczucie beznadziei, pułapki i duszenia się
towarzyszyło mi prawie cały czas w moim mieście.
Dlatego zawsze marzyłam o ucieczce.
Przed wyjazdem jednak, kiedy to wieloletnie marzenie
miało się wreszcie spełnić,
czułam się, jakbym jechała na zsyłkę.
Jakbym nie goniła marzeń, a była siłą wyrzucana z domu.
Bałam się, że wszyscy o mnie zapomną.
Jakbym jechała na śmierć.
Spotkałam swojego bohatera.
Spełnia się moje marzenie.
Nie jestem tą małą dziewczynką z wioski,
ale i tak nie jestem szczęśliwa.
***
Przez to całe emocjonalne gówno przeprowadziła mnie tylko jedna myśl.
"Wytrwaj do 18. maja. Potem będzie lepiej."
Łudziłam się, że to taka data graniczna.
Że po niej wymażę całe swoje życie.
Cały ból i smutek.
Że w nowym miejscu będę miała nowe życie.
I mam, tylko że nie takie, jakim je sobie wyobrażałam.
Marzenia pozostają piękne tak długo, jak się nie spełniają.
Jedną z moich największych obaw było to,
iż stracę poczucie sensu.
Wielokrotnie o tym pisałam.
Bałam się, że bez tego azymutu, jakim jest szkoła,
zwyczajnie nie będę umiała poukładać sobie życia.
Bez nadzoru, kontroli i obowiązków
zwyczajnie zatracę się w życiu przyziemnego, szarego mieszczanina.
Stracę swój cel.
I tak też się stało.
Co prawda jestem w Anglii dopiero parę dni,
ale czuję, że coś we mnie umarło.
Jakby prawdziwa ja została w Polsce,
Z dnia na dzień czuję, że się starzeję,
Ciężar obowiązków i samodzielności jest duży
i odbija się w moich podkrążonych, zmęczonych oczach.
Przez te ostatnie dni stałam się wrakiem siebie samej.
I desperacko próbuję nie żałować, że tu w ogóle przyjechałam.
Zdarzają się oczywiście dobre chwile.
Wreszcie czuję, że żyję.
Mogę być kimkolwiek zechcę.
Ale ta wolność ma też swoją złą stronę.
Jest jej po prostu za dużo,
a ja nie wiem,
jak mam nawigować.
Czuję się jak małe dziecko.
Uczę się żyć od nowa.
Nikogo tu nie znamy, dokucza nam samotność.
Czuję, że to miasto oferuje ogromne możliwości,
których ja nie wykorzystuję.
Myślałam, że zmiana miejsca mnie uwolni.
Tymczasem wciąż tęsknię
i przekonuję się, że tak naprawdę nie jest ważne, gdzie jestem,
Niezależnie od tego, dokąd ucieknę, nie ucieknę od siebie samej.
Ta ciemność, która mnie dusi, jest we mnie.
I podąża za mną wszędzie.
Mogę być w najwspanialszym miejscu na świecie
a i tak będę nadal tą skrytą, samotną, złamaną osóbką.
To mnie naprawdę boli.
Nie chcę mówić, że się zawiodłam.
Nie przyjechałam tu z żadnymi konkretnymi oczekiwaniami.
Chciałam tylko zmiany, i ją otrzymałam.
Nic jednak nie jest takie proste, jakim się wydaje.
Ludzie piszą, że mi zazdroszczą.
Że mam dobrze.
Prawda jest taka, iż nie ma czego zazdrościć.
Póki co jest mi bardzo źle,
choć widzę, że na dłuższą metę wszystko to się opłaci.
Mam nadzieję, że nie będę musiała długo na to czekać.
***
Ostatnio mam też wrażenie, że zatracam swoje zainteresowania.
Zostawiłam gitarę i mikrofon w Polsce,
Przestałam rysować, pisać, czytać, śpiewać, robić zdjęcia.
Ogarnęła mnie prosta rutyna dnia.
Straciłam wenę.
Tracę to, co czyni mnie sobą, kimś wyjątkowym.
Planuję powrócić do tego, co zaniedbałam przed maturami.
Często czuję się jak chłopak.
Dysocjuję też częściej niż zwykle.
Zatracam siebie.
Czuję się jak wirująca grupka atomów w przestrzeni.
W tak wielkim mieście łatwo jest się rozpłynąć.
Nie czuję przywiązania do czasu ani miejsca.
Godziny płyną mi na niczym.
Chodzę ulicami i widzę je, ale nie obejmuję ich świadomością.
Nie rejestruję ich.
Czuję się jak duch.
Czuję się, jakby ktoś inny sterował moim życiem.
To dziwne, bo przecież właśnie teraz to tylko ja decyduję o sobie.
Pierwszy raz samodzielnie kieruję sobą,
a czuję się, jakbym obserwowała wszystko spoza swojego ciała.
Gdzieś z oddali.
Brakuje mi samoświadomości.
Nie uczestniczę w życiu.
Mam nadzieję, że kiedy poznam więcej ludzi, wszystko się zmieni.
Póki co mam ogromne huśtawki nastrojów.
Ale całościowo czuję się źle.
Być może to nie wina samej przeprowadzki,
a tego, że wkraczam w dorosłe życie
i nie wiem, co mam z nim zrobić.
Izolacja od ludzi tylko wzmaga to wszystko.
***
Zapomniałam wspomnieć o konkursie.
A więc wygrałam ogólnopolski konkurs angielskiego.
Za bon, który dostałam, kupiłam sobie telefon.
Nigdy w życiu nie wygrałam pieniędzy.
To bardzo miłe uczucie.
A w dodatku jestem najlepsza w Polsce.
To naprawdę dziwne, ale i pokrzepiające.
Ach, i zdałam IELTS na 8.0.
***
Przed wyjazdem pogodziłam się z M.
Potrzebowałam tego, by dopiąć wszystkie sprawy,
choć i tak tego nie zrobiłam.
Znów rozmawiamy.
Nic nie jest jak dawniej, oczywiście.
Ale jest na pewno lepiej.
***
W dzień wylotu odwiedzili mnie L. i A.
Tęskniłam za nimi.
Potem znalazłam w ogrodzie ptaka, który wypadł z gniazda.
B. widział rannego, krwawiącego ptaka.
***
Ostatnio słucham bardzo dużo Twenty One Pilots, Tokio Hotel i emocjonalnego hardcore'u.
TH i TOP ratują resztki mojej świadomości.
Uwielbiam.
***
Synapsy neurony
krew z krwi
wieża z kości
jestem tylko ciałem
materią
ludzką
i
martwą
nie ma we mnie nic
wiecznego
pięknego
tylko żyły synapsy
pompa
tłocząca
ból
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz