On jest 2 lata młodszy.
I znamy się od podstawówki.
Nie wiem, co mi odbiło.
Po alkoholu robię się łatwa jak dziwka i chora z samotności.
Na co dzień jestem już do niej przyzwyczajona,
ale są takie dni
kiedy naprawdę to do mnie dociera:
jestem sama
samotna
samotna zawsze i wszędzie
na zawsze.
A mimo wszystko staram się odpychać od siebie ludzi.
Próbuję pokazać się M. z jak najgorszej strony
ujawnić wszystkie swoje wady
żebym wydała się zimna, głupia i niewarta uwagi.
Żeby się do mnie nie przywiązał
i żebym nie musiała go zranić.
Ale on wciąż do mnie pisze.
I boję się, że zacznie coś do mnie czuć.
A ja
Nie potrafię nic poczuć.
Nie mam na nic siły.
Nie mam siły nawet pisać o tym, że nie mam siły.
Wszystko wydaje mi się tak bezwartościowe.
Ten tydzień jest straszny.
Nawet nie otworzyłam książki przed sprawdzianem z chemii.
Po prostu się rozbeczałam.
Mam mnóstwo swoich problemów, nie mam czasu przejmować się szkołą i nauką.
Matka znowu poruszyła temat osiemnastki, a ja mam wyjebane.
Tnę się codziennie i nawet nie wyobrażam sobie, że mogłabym tego nie robić.
Choć mój ból, moje cierpienie nie zbawią świata.
Nie jest tak, jak w Biblii.
Smutek i rozpacz oczyszczają duszy, nie wiążą się z żadnym wyższym celem.
Są po prostu kolejną igraszką losu.
Ostatnio rozmawiałam z A.
Pierwszy raz od paru lat.
Byłyśmy razem na konkursie.
Śmiałyśmy się, gadałyśmy o ficach, shipach i angielskim.
Znów przez chwilę było tak, jak dawniej.
A potem konkurs się skończył i znów
przestała zauważać, że żyję.
A ja zostałam z milionem myśli
i wspomnień
i żalu
i gdybań
Napisałam o niej piosenkę
choć ona nawet nie wie, jak się czuje.
Nie wie, że strata przyjaciela
boli jakby ktoś wyrwał mi serce,
a dziura po nim płonie i piecze
i nigdy się nie zagoi.
Mam ostatnio jakieś nieokreślone uczucia odnośnie mojej orientacji.
Kolega spytał mnie, czy lubię dziewczyny
i dał mi tym sporo do myślenia.
Tak, lubię.
Jakimś cudem nie zauważałam tego wcześniej.
A teraz przypomina mi się, jak patrzyłam na dziewczyny w szatni.
Jak zakochiwałam się w piosenkarkach.
Przypomina mi się, jak blisko byłyśmy z A.
Prawie jak para.
A potem, tak nagle, wszystko to wyparowało z nas.
Mam okropne koszmary.
Matka mówi, że krzyczę przez sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz